Hejka kochani :)
Dziś mam dla was pierwszy rozdział nowej i całkiem innej historii która odbiega od historii, którą wszyscy znamy bardzo dobrze. Życzę miłej lektury :D
****************************Następnego
dnia...**********************************
W
uszach Marka o godzinie 7:30 zabrzmiał dzwonek budzika. Ten nic
sobie z tego nie robił i tylko go wyłączył, ale po kilku
sekundach.
-O
nie spóźnię się! - krzyknął zrywając się z łóżka jak
piorun.
Szybko
przebrał się w szkolny mundurek, zrobił poranną toaletę i łapiąc
swój plecak wybiegł z domu zamykając go szczelnie. Postanowił, że
śniadanie kupi sobie w szkole. Biegł tak biegł aż pod bramą
niespodziewanie na kogoś wpadł.
-Ała.
- usłyszał żeński głos.
-Przepraszam,
nic ci nie jest. - rzekła podnosząc głowę by spojrzeć na swoją
ofiarę.
Jakie
było jego zdziwienie, gdy ujrzał prześliczną brunetkę o
czerwonych oczach. Nie wiedział dlaczego, ale nie mógł oderwać od
niej wzroku. Ale szybko się opamiętał. Wstał i podał jej rękę
uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób.
-Dziękuje
i nic mi się nie stało. - rzekła przyjmując jego pomoc.
-Jestem
Mark Evans, nowy uczeń owego liceum. - rzekł.
-Ale
dlaczego dołączasz do nas dopiero teraz skoro już dawno się
skończyła rekrutacja.
-Cóż
dopiero wczoraj się tutaj przeprowadziłem.
-Rozumiem.
Miło mi cię poznać Marku Evansie. Jestem Nelly Raimon. - rzekła
uśmiechając się do niego miło.
-Wiesz
może gdzie jest gabinet dyrektora?
-Oczywiście
chodź zaprowadzę cię.
I
ruszyli oboje krok w krok do budynku liceum.
Temu
wszystkiemu przypatrywał się pewny blondyn.
-,,Dziwny
jest ten chłopak" – pomyślał i udał się w stronę sali od
geometrii.
Jak
zwykle usiadł on w ławce i kilka sekund później dołączył do
niego jego przyjaciel. Nim zabrzmiał dzwonek do klasy wpadła reszta
osób. Gdy tylko zadzwonił do klasy wszedł pan Twiligt a za nim
nowy uczeń.
-To
on. - szepnął blondyn.
-Co
tam szepczesz? - spytał brunet.
-Nic.
- odrzekł i czekał aż nauczyciel zacznie mówić.
-Witajcie
dzieci.
-Dzień
dobry panie profesorze. - odrzekli wszyscy uczniowie.
-Do
waszej klasy dołącza dzisiaj nowy uczeń i mam nadzieję, że miło
go przyjmiecie. Opowiedz nam coś o sobie.
-No
cóż nazywam się Mark Evans. Obecnie mieszkam w Japonii, ale
wychowałem się w Australii. Moją ukochaną lekcją jest w-f. I to
chyba wszystko.
-Dobrze
proszę cię usiądź w ostatniej ławce razem z panną Woods.
Gdy
spojrzał na swoją nową szkolno-ławkową koleżankę doznał
szoku, gdy ujżał dziewczynę z lotniska. Nic nie powiedziawszy
ruszył na swoje miejsce i zajął je. Całe lekcję siedział jak na
szpilkach, gdyż to właśnie po niej miał iść z prośbą o
dołączenie do klubu piłkarskiego. Nie wiedząc czemu zamiast
słuchać nauczyciela na okładce swojego zeszytu rysował piłki do
nogi.
-Ty
też lubisz piłkę nożną? - usłyszał pytanie wyrywając go z
zamyślenia.
-Tak.
- odrzekł patrząc na swoją ławkową sąsiadkę. - A ty?
-Ja
ją kocham. W moim gimnazjum grałam w szkolnym klubie razem z trojga
przyjaciół.
-Tak.
Ja również, ale trenowałem z drużyną piłarską mojego dziadka i
byłem jej kapitanem.
-Pochodzisz
z Japonii?
-Tak.
Ale wychowałem się w Australii, a ty?
-Ja
jestem z Ameryki, a przyjechałam tutaj dzięki stypendiu, które
zdobyłam.
-No
to miło cię powitać.
-Nawzajem.
Silvia
i Mark od razu znaleźli wspólny język mimo, iż nie polubili się
od pierwszego zobaczenia. Gdy tylko zadzwonił dzwonek oboje wyszli z
klasy i skierowali się w stronę sekretariatu by dowiedzieć się
czegoś o szkolnym klubie piłkarskim. Po drodze wpadli na dobrze
znaną chłopakowi dziewczynę.
-O
cześć Nelly.
-Witaj
ponownie Mark. Miło cię poznać Silvio.
-Mi
również.
-Gdzie
tak idziecie? - spytała.
-Chcemy
zapisać się do szkolnego klubu piłkarskiego. - rzekł Mark.
-Ale
wiesz, że to i tak bez sensu.
-O co
ci chodzi?
-Nasz
szkolny klubik posiada tylko trzech członków.
-Że
co! - krzyknęli oboje.
-Tak.
To właściwie cud, ze się ktokolwiek znalazł. W naszym wieku już
prawie nikt nie chce grać w piłkę, gdyż niektórzy uważają ten
sport za dziecinny.
Trudno
opisać wyraz twarzy Evansa, gdy brązowowłosa podała mu przyczynę
niepełnego składu. Po prostu cały płonął i gdy tylko mógł to
pewnie by się na kogoś rzucił.
-A
ty? - spytał niespodziewanie.
-Ale
co ja? - spytała nieośmielona panna Raimon.
-Co
ty sądzisz o piłce nożnej.
-Ja....
kocham ten sport. Ale po prostu brakuje mi odwagi i umiejętności by
dołączyć. - odrzekła, spuszczając głowę.
Już
chciała odejść, zła na siebie, że przyznała się przed prawie
nieznajomymi ludźmi do swoich słabości. Jednak zatrzymała ją
czyjaś ręka.
-Poczekaj.
Jeśli chcesz mogę ci pomóc.
-Na
prawdę?
-Tak.
Przecież od tego są koledzy, żeby sobie pomagać. Nie znamy się
jeszcze zbyt dobrze, ale czuje, że piłka nożna zbliża ludzi.
-No
dobrze. Spróbuje. - rzekła cicho Nelly.
Silvia
tylko uśmiechnęła się, ciesząc że kolejna osoba, która kocha
jej ukochany sport, będzie tak blisko niej a może nawet zostanie
jej przyjaciółką.
-Nelly
wiesz może gdzie się zbierają?
-Tak.
Po lekcjach was do nich zaprowadzę. A teraz chodźcie na matematykę.
Oni
tylko pokiwali głowami i we trójkę pobiegli do kolejnej sali. Cały
dzień upłynął dla naszej trójki bardzo miło. Po wszystkich
lekcjach, zawstydzona siedemnastolatka wyszła ze szkoły ze swoimi
przyjaciółmi, nieświadomie na kogoś wpadając.
-Przepraszam.
- rzekła i szybko obiegła w dalszą drogę zostawiając
zdezorientowanego chłopaka.
-Sorki
za nią. - rzekł Mark podając rękę koledze.
-Nic
się nie stało. - rzekł blondyn wstając i otrzepując swoje
spodnie. - Czy ona zawsze taka jest. Bo nigdy nie widziałem, żeby
się inaczej zachowywała.
-Chyba
nie, właściwie znamy się od dzisiaj – rzekła Silvia.
-Jestem
Mark, to Silvia, a ty?
-Axel.
- odpowiedział wsadzając ręce w kieszenie i już odchodził.
Gdy
już zniknął z ich pola widzenia, zobaczyli jak za drzewa obserwuje
ich dziewczyna.
-Nelly,
wszystko okey?
-Tak.
Chodźmy już.
Oni
nie chcieli zadawać zbędnych pytań i poszli dalej nie chcąc
zgubić swojej przewodniczki. Znaleźli się za budynkiem szkolnym a
tam za boiskiem do piłki nożnej i koszykowej stał budynek w
wielkości niewielkiego domu.
-To
tutaj. - rzekła, otwierając drzwi i przepuszczając nowych
znajomych, a sama zostając na zewnątrz.
W
środku pod oknem stał wysoki blondyn a w kącie sali siedziały
dwie dziewczyny.
-Ohayo.
- rzekł Mark.
-Hejka.
Kim jesteście? - zadała pytanie niebieskowłosa.
-Ja
jestem Mark Evans. A to Silvia Woods i Nelly Raimon. Chcemy dołączyć
do waszego klubu.
-Ekstra.
Witamy. Ja jestem Kalla Swift. - rzekła niebieskowłosa. - To Cerise
Aoi. - powiedziała wskazując brunetkę a to Matheew Hoshi.
-Skoro
już mamy więcej członków to może zrobimy w końcu prawdziwy
trening? - zaproponował Matheew.
-Chodcie
na boisko! - krzyknęła niebieskowłosa biorąc za sobą piłkę i
biegnąc na boisko.
C.D.N
*********************************************************************************
Kolejny rozdział już za tydzień :)